FOTOGRAFICY radzą fotoamatorom


 



cfg 20060603 - Michał Kurc AFRP



     

 

 

 Fotokluby, fotokluby...

 

 

Juliusz W. Garztecki AFRP zdfp

 

Fotoklub - słowo nader pojemne, w użyciu od chwili, gdy po wynalezieniu suchej kliszy bromożelatynowej powstał na większą skalę ruch miłośników fotografii, natychmiast utożsamiony z uprawianiem fotografii twórczej, artystycznej. 
Terminu używano zresztą synonimowo ze słowami towarzystwo, stowarzyszenie. 
Ogromny wpływ na fotografię, przynajmniej części Europy, wywarł Fotoklub Paryski, którego animatorem i prezesem był major armii francuskiej Puyo, teoretykiem zaś krytyk Robert de la Sizeranne. 
Fotoklub Paryski postawił sobie za zadanie przywrócenie fotografii utraconej wówczas przez nią rangi sztuki. Według współczesnych ocen poszedł ku temu błędną drogą, próbując upodobnić odbitkę fotograficzną do malarstwa lub grafiki - najwyższą oceną, jaką wystawiał de la Sizeranne było - To zdjęcie jest zupełnie niepodobne do fotografii! 


Na estetyce paryskiej, trafnie określonej przez Mirosławę Rupocińką jako pseudoimpresjonizm, niewolniczo wzorował się Jan Bułhak i krąg jego uczniów. 
Stworzyli oni Fotoklub Wileński - grupę towarzyską ludzi twórczo uprawiających fotografię. Na comiesięcznych zebraniach każdy członek Fotoklubu miał obowiązek albo przedstawić pod zbiorową ocenę jedno nowo wykonane zdjęcie, albo przeczytać własny przekład artykułu z zagranicznej prasy fotograficznej (znajomość języków zachodnioeuropejskich była wówczas znacznie szersza, niż obecnie), albo wreszcie wpłacić do kasy Fotoklubu określoną kwotę "na herbatę". Organizatorem i ideologiem Fotoklubu Wileńskiego był Jan Bułhak. 


Po kilku latach, po sukcesie wydanego pierwszego Almanachu Fotografii wileńskiej (wcześniejszy był analogiczny lwowski, lecz jego egzemplarze zaginęły), na tej bazie powstał Fotoklub Polski. Z oczywistych powodów, zrzeszający twórców z tak odległych ośrodków, jak Warszawa, Wilno, Lwów, Poznań i in., nie mógł działać jako grupa towarzyska (dziś nazwalibyśmy ją grupą twórczą). Na czele Fotoklubu Polskiego stała pięcioosobowa Kapituła. Przyjęcie nowego członka odbywało się w tajnym głosowaniu z wymogiem jednomyślności. Członkostwo to nobilitowało więc jego posiadacza jako przynależnego do superelity fotograficznej. Połączone jednak było z twardo przestrzeganym wymogiem uczestniczenia każdego roku w określonej liczbie międzynarodowych salonów fotograficznych. Statystyki uczestnictwa ogłaszano w Almanachu Fotografii Polskiej, obok kronik działalności towarzystw, artykułów teoretycznych, a także reprodukcji wybranych dzieł. 


Pewnym kuriozum wśród fotoklubów światowych jest duński Amagerkłub, który też stanowi reprezentację tematycznej superelity , ale ma statutowo ograniczoną liczbę członków do 100; nowy może więc zostać przyjęty dopiero po śmierci jednego ze stu. 
Sprawą uznania fotografii za sztukę równouprawnioną z innymi dyscyplinami, była przedmiotem prowadzonej ze zmiennym szczęściem walki przez niemal cały okres międzywojenny. Sytuacja była do tego stopnia kuriozalna, że np. cechowe rzemiosło fotograficzne domagało się niemal zakazu wykonywania tego "zawodu" przez amatorów, nawet odbierania im aparatów(!) jeśli np. wydali pocztówkę (uznano to za działalność zarobkową), a Bułhak, aby działać, a także uzyskać stanowisko asystenta na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie (wbrew potocznym mniemaniom nigdy nie uzyskał profesury) musiał zdać egzamin na mistrza cechowego i otworzyć w Wilnie zakład fotograficzny. 


Między innymi dlatego zapewne Fotoklub Warszawski, działający w latach 1938-39 w mieszkaniu Janusza Podoskiego, późniejszego współzałożyciela ZPAF, funkcjonował prawie "konspiracyjnie". Liczył 12 członków, w tym tak znanych, jak Jan Sunderland, Tadeusz Cyprian, Marian i Witold Dederkowie, Tadeusz Przypkowski, Klemens Składanek czy Zofia Chomętowska. 
Fotoklub ten miał interesujące formy działania. Wprawdzie nie było tam herbaty lecz "śliwowica" produkcji Podoskiego - wódka czysta nalewana na chwilę na wiecznie te same kilka śliwek suszonych - ale zadania twórcze stawiano sobie nader poważne. 
Przykład: Podoski wykonał portret kobiecy, z niego 12 identycznych negatywów, które rozdano członkom Fotoklubu. Po miesiącu okazało się, że przynieśli na zebranie dwanaście zupełnie różnych pozytywów. Można to zresztą uznać za koronny dowód, że fotografia jest sztuką twórczą: nie rejestruje mechanicznie rzeczywistości, lecz ją interpretuje. 
Po drugiej wojnie światowej wysiłki wprowadzenia fotografii między sztuki, jako równouprawnionej dyscypliny, zaowocowały. 


W Polsce powstał ZPAF (początkowo pod inną nazwą). W ówczesnych ramach prawnych PRL członkostwo ZPAF dawało przywileje: praktyczny monopol wykonywania prac dla instytucji państwowych i jednostek gospodarki uspołecznionej omz specjalną obniżkę stopy podatku dochodowego. 
W zamierzeniu miało to doprowadzić do sytuacji, w której członkowie ZPAF z własnych, w przewidywaniu wysokich zarobków mieli finansować własną twórczość. 
Praktyka odbiegała od zamierzeń. Dość szybko wyróżniła się grupa dobrze zarabiających (tzw. wówczas "kominiarze"), którzy rzadko lub nigdy występowali w działalności twórczej - choćby wystawami indywidualnymi, oraz tych, którzy uprawiali twórczość bezzarobkowo. 
Wprawdzie tzw. Komisja Artystyczna ZPAF miała prawo przywoływać nie działających twórczo do porządku, lecz przepis okazał się martwy. Doszło do tego, że na jednym z zebrań Okręgu Warszawskiego ZPAF, nie żyjący już nestor Fotoklubu Wileńskiego i Polskiego Stanisław Turski z całą powagą postawił wniosek powołania Sekcji Fotografii Artystycznej przy Związku Polskich Artystów Fotografików. 
Wedle ustaleń Okrągłego Stołu mieliśmy mieć w Polsce połączenie prawdziwego socjalizmu z gospodarką rynkową. Nie jest to aż tak dziwaczna hybryda. Ale zamiast tego otrzymaliśmy dziki, drapieżny kapitalizm, przypominający Amerykę z XIX wieku w kieszonkowym wydaniu. Zawalił się cały system państwowego finansowania kultury. Z kilkuset towarzystw, klubów i kół fotograficznych, a zwłaszcza dla młodzieży pozostało kilkanaście i to dzięki szalonej pracy i poświęceniu małych grup, często nawet pojedynczych animatorów. Ośrodki, Domy Kultury powołane m.in. do rozwijania zainteresowań twórczych, pobierają opłaty za uczestnictwo, co eliminuje wielu młodych, którzy podejmują inne działania niż wychowanie przez sztukę. 
ZPAF utracił przywileje, a kryzys pogłębił wiele nieprzemyślanych posunięć władz tego Związku.

 

W nowej rzeczywistości powstał Fotoklub Rzeczypospolitej Polskiej Stowarzyszenie Twórców zrzeszający indywidualnych twórców zawodowych stanowiących trzon Stowarzyszenia jak również miłośników sztuki fotograficznej. Członkami zbiorowymi są Stowarzyszenia Fotograficzne jak również firmy wspierające rozwój fotografii. 
Fotoklub RP ma dwa istotne zadania, których już nikt nie spełnia: popieranie twórczości fotograficznej oraz należyte uhonorowanie osiągnięć w tej dziedzinie. 
Pierwsze z nich spełnia inspirując, współorganizując plenery fotograficzne, konkursy, wystawy, drugie to nadając tytuł honorowy "Zasłużony dla Fotografii Polskiej" osobom, których zasług aż nazbyt długo nie dostrzegano ani należycie nie honorowano, a także pośredniczy w uzyskiwaniu tytułów Międzynarodowej Federacji Sztuki Fotograficznej, w której reprezentuje Polskę na zasadzie wyłączności . 
Działalność Fotoklubu RP jest finansowana ze składek jego członków, a także dzięki sponsorom m.in. KODAK POLSKA Sp. z 0.0, Fundacja "Fotografia dla Przyszłości" i inni. Funkcje w Fotoklubie RP pełnione są honorowo. 
A więc, ostatecznie, po co Fotoklub RP! Po to, by mogli się w nim zrzeszać ludzie, których interesuje twórczość fotograficzna, współpracować i wymieniać doświadczenia.
Tylko tyle. I aż tyle.

                                                                              Juliusz W. Garztecki AFRP zdfp

 



 
28.04.2010.


Copyright © design and photos by Michał Kurc